Antyspam
› OGŁOSZENIA
› FIRMY
› ARTYKUŁY
B-1-POP-RADIO

Szpital powstańczy w Pyrach

› bieżące 14 dni temu    6.08.2017
Redakcja haloursynow.pl
komentarzy 2 ocen 1 / 100%
A A A
 fot. z archiwum autorki

Pod koniec września 1944 r. w Pyrach (dzisiejszy Zielony Ursynów) znalazło się wielu rannych powstańców. Jedni przedostali się sami z rozbitych oddziałów, innych wydostały z tzw. obozu przejściowego, znajdującego się na terenie Wyścigów Konnych na Służewcu, sanitariuszki i łączniczki AK. Wyszło też z Warszawy wielu rannych i chorych cywilów. W tej sytuacji powstała konieczność zorganizowania fachowej opieki lekarskiej nad rannymi i chorymi. Wspomina go Krystyna Konopnicka, która pracowała w szpitaliku.

Szpital powstańczy w Pyrach zaczął swą działalność w październiku 1944 r. z inicjatywy miejscowego lekarza internisty dr Witolda Ceranowicza i przybyłego do Pyr uchodźcy z Warszawy, chirurga dr Władysława Barcikowskiego oraz jego żony Seweryny, lekarza - stomatologa. Początkowo mieścił się w lokalu zajmowanym przedtem przez posterunek policji przy ulicy Puławskiej, niedaleko dzisiejszej ul. Maryli (dom ten już nie istnieje).

Było tam bardzo ciasno (4-5 izb), a chorych stale przybywało, toteż wkrótce szpital został przeniesiony do obszerniejszego, piętrowego budynku przy dzisiejszej ul. Kajakowej, róg Puławskiej, gdzie przedtem mieściła się szkoła podstawowa, potem dom mieszkalny.

Personel szpitala to dr W. Barcikowski (kierownik), jego żona, dr W. Ceranowicz oraz sanitariuszki, łączniczki i żołnierze z 4 kompanii VII Obwodu „Obroża“, którzy po powstaniu uniknęli pójścia do obozów jenieckich, a także kilka osób spośród ludności miejscowej i przebywających w Pyrach uchodźców, którzy zgłosili chęć pracy w celu niesienia pomocy rannym i chorym. Siostrą przełożoną była dyplomowana pielęgniarka Alicja Topolska (wyszła z płonącej Warszawy i zatrzy- mała się w Pyrach), pracę administracyjną prowadziła Stenia (Stanisława) Roszkowska, mieszkanka Pyr, przedtem główna księgowa Szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie.

Grudzień 1944 r. - personel szpitala powstańczego w Pyrach uczestniczący we wspólnej Wigilii; stoją w górnym rzędzie (od lewej): Józef Popiołowski, lekarz Władysław Barcikowski, Zdzisław Krzemiński, Władysław Pietrzak "Prus", Barbara Konopnicka "Xenia", Halina Konopnicka "Lidka", Zofia Pietrzak "Marta", X (?), Zenon Anders „Wiśniowiecki“, pielęgniarka Szczepańska (?), Jadwiga Olędzka, Tadeusz Domański; Siedzą (od lewej): pielęgniarka Alicja Topolska, Krystyna Konopnicka "Ita", Stenia (Stanisława) Roszkowska, Anna Chądzyńska "Olga", lekarz Seweryna Barcikowska, Maria (Misia) Borkiewicz "Elżbieta", Iza Sekular, Halina Sekular, Lekarz Witold Ceranowicz, Janusz Sekular; Siedzą pośrodku grupy, na ziemi: Irena Jakubowska "Połówka", Krystyna Ostrowska "Arma"

Zajmowaliśmy się udzielaniem każdej pomocy lekarskiej, jaka była potrzebna i jakiej byliśmy w stanie udzielić zarówno powstańcom, cywilnym uchodźcom z Warszawy, jak i ludności miejscowej. Zabiegi chirurgiczne, a nawet operacje były dokonywane na zaimprowizowanym stole, skonstruowanym przez „Radwana“ (Bogdana Łączyńskiego). Ponieważ mieliśmy bardzo mało środków znieczulających, stosowaliśmy je wyłącznie przy ciężkich operacjach. Na ogół zaś trzeba było dokonywać zabiegów przy pomocy „chłopców do narkozy“, tj. dwóch-trzech sanitariuszy trzymających mocno pacjenta, któremu dokonywano zabiegu „na żywo“.

Leczono nie tylko rannych, ale również cierpiących na choroby wewnętrzne, poparzonych, wykonano kilka koniecznych amputacji, także trepanację czaszki, a nawet przyjęliśmy kilka porodów. Tam, jako 17-letnia sanitariuszka, pozostawiona z konieczności sama z chorymi na krótki czas, przyjęłam po raz pierwszy (i jedyny) w życiu samodzielnie poród. Odbył się on w zimnej izbie, w warunkach całkowicie antyhigienicznych. Na szczęście matka i dziecko nie ulegli żadnemu zakażeniu i po kilku dniach odwieźliśmy ich do rodziny na wieś. Nieraz myślę o tym dziecku, któremu matka nadała imię Maciuś (Nowakowski). Nigdy więcej ich nie widziałam. Do rannych, którzy z braku miejsc w szpitalu leżeli w domach prywatnych, chodziły codziennie sanitariuszki, aby zmieniać opatrunki.

Leki i materiał opatrunkowy mieliśmy z aptek rozbitych w Warszawie, skąd przywieźli je „Prus“ (Władysław Pietrzak) i „Radwan“, którym udało się, bądź furmanką zaprzężoną w konia, bądź pieszo, dotrzeć kilka razy na teren zburzonego Mokotowa.

Część narzędzi chirurgicznych była własnością prywatną naszych lekarzy i miejscowej położnej, Stanisławy Ostrowskiej, a część stanowiły „zdobycz“, m.in. z zapasów wojskowych lekarzy niemieckich. Wyżywienie dla rannych i chorych zdobywaliśmy jeżdżąc furmankami po wsiach leżących dalej od Warszawy, gdzie było mniej uchodźców. Trochę żywności dostarczały także rodziny miejscowych chorych leczonych w szpitalu. Część zaopatrzenia dostarczał wójt gminy Wilanów, Stefan Cendrowski.

Działalność szpitala trwała do wiosny 1945 r., dopóki wszyscy popowstaniowi pacjenci nie wyleczyli się na tyle, aby móc udać się w dalszą drogę do krewnych lub znajomych.

Szpital w Pyrach spełniał podwójne zadanie. Po pierwsze i przede wszystkim był najbliższym na południe od Warszawy miejscem fachowej lekarskiej pomocy dla rannych i chorych. Po drugie dawał AK-owskiej młodzieży zaświadczenia pracy, umożliwiające poruszanie się po dość rozległym terenie i zabezpieczające, częściowo, przed wywózką.

Przez cały czas działania szpitala panowała tam niezapomniana, serdeczna, koleżeńska atmosfera. Wszyscy byli pełni zapału do pracy i chęci niesienia pomocy innym. W końcu grudnia zorganizowaliśmy sobie wspólną Wigilię, której uczestników (niestety, nie wszyscy mogli w niej brać udział) uwieńczyliśmy na pamiątkowym zdjęciu.

Krystyna Konopnicka

wspomnienie opublikowane w 2004 r. w czasopiśmie "Apostoł" nr 58

+ 1 głosów: 1 (100%) 0 -
dodaj zdjęcia Masz swoje autorskie zdjęcia? Dodaj je do naszego tekstu.
Komentarze (2)

Multiplatforma internetowa HALOURSYNOW.PL nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane (regulamin).

dodaj komentarz› pokaż według najstarszych
~ tom
10 dni temu 2
Historia ciekawa. Natomiast Pyry to wciaz Pyry, tak jak Kamionek to Kamionek Sadyba - Sadyba, a Chomiczowka to Chomiczowka. Dlaczego ludzie mieszkajacy w Pyrach tak bardzo sie wstydza, ze tam mieszkaja, ze zabrali sie za manipulowanie nazwa i tworzenie "nowej Tradycji" (jak u Barei) ???
odpowiedz oceń komentarz 0 0
wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
~ dom
12 dni temu 1
Dziękuję za przypomnienie tak ciekawej historii.
odpowiedz oceń komentarz 0 0
wpisy tej osoby zgłoś do moderacji