Antyspam
› OGŁOSZENIA
› FIRMY
› ARTYKUŁY
B-1-POP-RADIO

Sybir na niesamowitych rysunkach ursynowianki. "Tam było piekło, a my w nim"

› imprezy miesiąc temu    4.03.2017
Kuba Turowicz
komentarzy 2 ocen 2 / 100%
A A A
Pani Alina z jedną ze swoich Pani Alina z jedną ze swoich "Madonn" fot. KT

Autorka 500 grafik sybirackich, 40 filmów dla dzieci i ponad 30 obrazów przedstawiających Madonny. 94-letnia ursynowianka Alina Maliszewska otwiera dziś swoją wystawę w Domu Kultury Stokłosy. "Droga - Lekcja Historii" pozwoli nam poznać najdrobniejsze szczegóły z życia i katorżniczej pracy na Syberii. 

Pani Alina ma 94 lata, życiorysem mogłaby obdzielić wielu z nas. Ciągle intensywnie pracuje - rysuje, maluje.

Studiowała malarstwo w Krakowie i Warszawie. Stołeczną Akademię Sztuk Pięknych ukończyła w 1954 r. Współtworzyła polską szkołę animacji. W latach 1958–83 zrealizowała kilkadziesiąt filmów animowanych, jako plastyczka, reżyserka, scenarzystka i scenografka. Jest autorką filmów krótkometrażowych dla dzieci i dorosłych, m.in. „Ostatnie zero” (1965), „Libido” (1967), „Miodowa dekada” i „Na jednym stołku” (1972), „Plugawe słowo” (1973), a także uwielbianej przez dzieci „Przygody w paski”. Reżyserowała też kilka odcinków seriali animowanych: "Kochajmy straszydła", "Dziwne przygody Koziołka Matołka" i "Mieszkaniec zegara z kurantem". 

Wrażenie na znawcach wywarł jej cykl malarski "Madonny". Grafiki przedstawiające martyrologię Polaków na wschodzie znalazły się w Muzeum Cytadeli i  w nowojorskim Instytucie Piłsudskiego. Wstrząsający jest cykl rysunków przedstawiających jej własne przeżycia, gdy jako kilkunastolatka została wywieziona wraz z rodzicami na Syberię. Współczesnemu odbiorcy może kojarzyć się z storyboardem i komiksem. Prezentowany będzie od dziś do 15 marca w Galerii "U" w DK Stokłosy. Pani Alina od lat mieszka na Ursynowie. Znalazła chwilę, by  z nami porozmawiać.

Pamięta pani wywózkę na Sybir?

Miałam wtedy 13 lat. Sowieci zabrali moim rodzicom lokal - prowadzili sklep z winami i alkoholami. My trafiliśmy na jakiś czas do kuchni do pani Walowej. Tak nas zakwaterowano. Mój tato już był wtedy w więzieniu. U Walowej byłam ja, mama i moi dwaj przyrodni bracia - Stefan i Lutek.

Jaka była pani Walowa?

Pamiętam, że bawiło nas to, że gotowała w spluwaczce, nie miała garnków, więc tak sobie radziła. Utkwiła mi w głowie właśnie ta kuchnia - tam spaliśmy za szafą. Później już nas wywieźli.

Kiedy wpadła pani na pomysł dokumentowania swoich przeżyć za pomocą rysunków?

To są moje osobiste relacje, które wzbogaciłam wiedzą od innych zesłanych. Pracowaliśmy po 12 godzin na mrozie, budując most. To była katorżnicza praca - cement zamarzał, zanim zdążyliśmy go wylać. Kompletny absurd i niewyobrażalny trud. Rozmawiałam z ludźmi, notowałam wszystko, co wydawało się być ważnym, wszelkie szczegóły. To chyba nie było tak, że pewnego dnia stwierdziłam, że będę to wszystko rysować. Tak się złożyło, decyzja pewnie we mnie dojrzewała i stało się.

Najdłużej powstawały prace, na których są żołnierze. Musiałam dokładnie wiedzieć, ile guzików było w mundurze, jak wyglądały kieszenie i kroje. Chciałam oddać prawdę, to było jak robota reporterska. Inne prace powstawały dużo szybciej, nie wszędzie było trzeba pytać, czytać i doszukiwać się. Wiele rzeczy pamiętałam, czasem jednak to było za mało.

Czego dowiedziała się pani od koleżanek Sybiraczek?

Opowiadały mi np. że najgorzej to było w szpitalach. Kiedy ktoś umarł, to zasłaniało się zwłoki prześcieradłem i tak reszta spała z martwym obok. To dość przerażające, ale tak było. Ciał nie zabierało się natychmiast. Ja bardzo przeżywałam śmierć - zaczęłam rysować, bo jakoś sobie dzięki temu radziłam.

Sybirackie rysunki pokazują też obozy. Przypominają zapomniane dziś historie. Jak ta, którą opowiedział mi znajomy. Robił kiedyś podłogę w baraku w Ostaszkowie, pod starą znalazł setki policyjnych czapek, pływały sobie w samopas. Skąd się wzięły? Sowieci topili masowo swoich więźniów, a potem dało się znaleźć rzeczy pomordowanych, jak te czapki - świadectwa życia. W Morzu Białym potopiono ponad 10 tys. ludzi.

Czy są rzeczy, których nie chciała pani przedstawiać w rysunkach?

Tak. Byłam niechętna rysowaniu żołnierzy armii Berlinga. Pamiętam, że wśród nich było wielu zadeklarowanych komunistów, którzy jawnie sympatyzowali z radziecką ideologią. Nie mogłam tego znieść i nie chciałam zbytnio ich relacjonować. Choć jeden z żołnierzy oświadczył mi się kiedyś w liście, ale zignorowałam to.

Filmy, rysunek, malarstwo - która forma jest pani najbliższa?

Uczono mnie, żeby nie koncentrować się na jednym stylu. Próbowałam więc chętnie wszystkiego i do dziś tak mam. Nie potrafię wskazać ulubionej metody.

Czy prace z cyklu sybirackiego były już prezentowane na wystawach?

Nie. Interesowało się nimi Muzeum Katyńskie, ale oni chcieli tylko te, gdzie były przedstawione rodziny pomordowanych. Takich nie mam wiele.

A więc w Domu Kultury na Stokłosach będą prezentowane po raz pierwszy. Co jest dla pani najważniejsze w pracy artystycznej?

Nie zarabiam na swoich pracach, ale i nie zabiegam o to. Nie dbałam też nigdy o promocję. Rysuję i maluję, bo lubię - niech tak zostanie.

Bardzo dużo pani pracuje... 

Tak, niektórzy śmieją się, że jestem tytanem pracy. Oprócz serii sybirackiej, zrobiłem też 30 obrazów z Madonnami, przez lata robiłam filmy animowane dla dzieci. Byłam nawet nominowana do Grand Prix we Francji, ale nagrody nie dostałam.

Dziękujemy za rozmowę.

Wernisaż wystawy Aliny Maliszewskiej już dziś (sobota 4 marca) w Galerii "U" w Domu Kultury Stokłosy (ul. Lachmana 4) - start o godz. 17:00. "Droga - lekcja historii" - retrospekcje wojenne - osobiste i pełne emocji - prezentowana będzie do 15 marca. Wstęp bezpłatny.

+ 2 głosów: 2 (100%) 0 -
dodaj zdjęcia Masz swoje autorskie zdjęcia? Dodaj je do naszego tekstu.
Komentarze (2)

Multiplatforma internetowa HALOURSYNOW.PL nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane (regulamin).

dodaj komentarz› pokaż według najstarszych
~ Mieszkanka
miesiąc temu ocena: 100%  2
Wspaniała postać, godna podziwu.
odpowiedz oceń komentarz 1 0
wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
~ pan kleks
miesiąc temu ocena: 100%  1
W końcu coś o historii Ursynowa. Ursynów to nie tylko szpagatowa postkomunistyczna inteligiencja to też Polacy którzy pozostali niezłomni i wierni prawdzie nawet w tych obrzydliwych zakłamanych czasach.
odpowiedz oceń komentarz 3 0
wpisy tej osoby zgłoś do moderacji